piątek, 22 lipca 2011

Pytanie 7.

Jaką cechę najbardziej podziwiasz u kobiet?

Zawiesiłem się na dość długo przed tą odpowiedzią. Czułem wyraźne rozdwojenie pomiędzy fajnymi cyckami i zgrabnym tyłkiem. Proust wiedział, że wyznacznikiem tego jak dobrze, albo jak źle w danych czasach bywa, jest kobieta. Rozejrzyj się dookoła a dowiesz się co czeka świat. Szyja kręcąca głową - to metafora nie przypadkowa.

A właśnie - i tu doznałem olśnienia. Jedną z cech, które najmocniej doceniam i podziwiam u pań, jest cierpliwość. Pominę fakt, że są wyrachowane i przy tym przebiegłe. Grają na nas jak chcą.. Tak na plus, jak na minus. Możesz mówić, że żyjesz bez kobiety, więc ciebie to nie dotyczy. I będziesz w błędzie. Żyjesz bez kobiety, przez kobiety. Przez to jak ich nienawidzisz, przez to jak nimi gardzisz albo przez to jak są ci do niczego niepotrzebne. 

Co ma cierpliwość do wyrachowania? A pamiętacie jacy faceci byli kiedyś? Wojownicy, z wielką maczugą uganiali się po lesie. Kto złapał największego tygrysa, miał największe wzięcie w jaskini. Potem narzędzia się zmieniły, maczugi schowały się w gaciach a do ręki powędrował miecz. Potem fuzje, strzelby , pistolety, aż ktoś zorientował się, że zabijanie jest be. Więc na piedestał trafili sportowcy. Myślę, że najlepszym przykładem będą piłkarze. "Lata kupa chłopa za piłką", jak to mówią nasze panie. Żadna nie przyzna wtedy, że ten ma ładne to a ten tamto. Nie pamiętają już jak wieszały boskiego Davida na ścianie (choć znam takie, co pamietają i są ludzie, którzy nie pozwolą im zapomnieć). Więc drą się na swoich chłopów, że czas marnują przy piłce nożnej, a tam Lusesita piąty raz prawie kona. I biedny facet, z drzemiącym w głębi serca wojownikiem, gubi się. Gubi się kiedy instynkt mówi jedno, a ta, dla której instynktu się słucha, mówi drugie, całkiem inne. I głupieje ten facet. A głupi facet robi się dzieckiem.

No i do tego dziecka kobiety mają cierpliwość, którą podziwiam.

A druga rzecz to dyskrecja...

sobota, 16 lipca 2011

Pytanie 6.

Jaką cechę najbardziej podziwiasz u mężczyzn?

Są właściwie dwie takie cechy. Niektórzy mogą uparcie twierdzić, że to to samo, ale ja tam swoje wiem.

Pierwsza z nich to inteligencja. Jakoś typowo kojarzy mi się z facetami (choć nie przeczę, że jakaś kobieta inteligentną może być). Zwłaszcza inteligencja połączona z wiedzą, choć nie jest to warunek konieczny.
W jakiś sposób zawsze mi to imponowało.

Druga cecha, znacznie ważniejsza i coraz rzadsza. Mądrość. Mądrość życiowa przejawiająca się
w przeróżnych sytuacjach. Kiedy próbuję unaocznić sobie tę cechę, staje mi przed oczami starszy jegomość w okularach i marynarce, jaką czasem nosi się na chodniejsze dni.
Jegomość ma ręce splecione na plecach i kiedy mówi, nie patrzy na rozmówcę. Patrzy gdzieś w przeszłość, na rzeczy, o ktorych opowiada. Bo te rzeczy ciagle w nim żyją, ma niesamowity dar przywoływania ich przed oczy kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Są dla niego podręcznikiem, nie rzadko błędów, na których się uczy. Bywa to bolesne, bo przecież polega na przypominaniu sobie własnych słabości. Przez to uczy też dystansu do siebie i do tych nieprzyjemnych spraw.
Starzec siada na ławce ze swoim psem i opowiada, jeśli ktoś zechce go posłuchać. Jak postawi mu piwo, opowiada nawet te najstarsze rzeczy, ale nigdy dla piwa, raczej w podziękowaniu. Daje coś, czego nie kupisz za 5zł, chyba, że akurat jakiś inny, z potrzeba wylewania słów, wydał zbiór opowiadać, który kiepsko się sprzedawał i teraz jest w taniej książce.

piątek, 15 lipca 2011

Pytanie 5.

Którzy ludzie są twoimi bohaterami?

Kilkanaście lat wcześniej było by mi o wiele łatwiej odpowiedzieć na to pytanie.
Batman
Superman
Plasticman
albo Popeye.

Teraz sprawa nie jest tak prosta. Jedno pytanie, za którym idą kolejne. Jeśli będę miał dzieci, jakiego bohatera chciał bym dla nich? Na pewno żadnego ze wspomnianych. Siebie? Za słaby ja, za wysokie wymagania. Choć jasne, dzieci chyba zawsze przeżywają okres minimalistycznych oczekiwań, kiedy to właśnie ojcowie są herosami.

Nie ma bohaterów. Nie ma ich tak, jak nie ma ludzi, dla których by coś ratowali, walczyli. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy próbowałem przemówić do rozsądku nachlanemu kolesiowi, który chciał odlać się na cmentarzu wojskowym. Bohaterowie giną razem z wartościami. Wszystko coraz mocniej się zaciera. Nie ma bohaterów dla ludzi bo ludzie ich nie potrzebują. Po co komu wyrzuty sumienia?

Kto jest dla mnie bohaterem?

czwartek, 14 lipca 2011

Pytanie 4.

Kto jest twoim ulubionym bohaterem literackim?

Ciężki wybór.

Kiedyś był to chłopak z "Buszującego w zbożu". Uciekł ze szkoły, ale zanim wrócił w rodzinne strony, przeżył to i owo. W podobnej konwencji bohater książki "Lekcje pana Kuki". Tu Radek Knapp opowiadał o nastolatku, który wyjechał do Niemiec. Poszukiwanie pracy stało się dla niego pretekstem do znalezienia siebie w przeżyciach i innych ludziach.

Najbardziej kultowym jest Vito Corleone. Ojciec Chrzestny jako zbiór mądrości, pierwszy idol, przez którego chciało się założyć Rodzinę, mieć silnorękich.

Hemingway. Jak ten Stary. Rekiny zjadły mu rybę i nie przywiózł nic z długiej walki na morzu. Stracona walka, stracone życie. Zawsze bliżej do tragedii i dramatu niż szczęścia, w które ciężko uwierzyć.

Może trochę narrator "Gry w klasy"? Któremu imię ukochanej kojarzy się z dźwiękiem składanego parasola klęsnącego na deszczu? Który nie mógł zapomnieć imienia dziewczyny z lat dziecięcych? (Gekrepten).

Na pewno van Gogh z książki "Pasja życia". Na zawsze stał się właśnie takim jakim pokazał go Irving Stone. Żadne biografie, encyklopedie i opracowania nie przedstawiły mi go inaczej.

Nie przepadam za stwierdzeniem "ulubione" bo jest to najbardziej zdradzieckie i zmienne określenie, jakie można czemuś nadać.

Ulubiona potrawa? Ryż z truskawkami. A, już nie, teraz "lazania", a teraz filet z kurczaka z serem i grzybami.
Nie odbieram szansy żadnemu bohaterowi, każdy ją ma, póki jest autentyczny i ma w sobie coś ze mnie.

wtorek, 12 lipca 2011

Pytanie 3.

Gdzie chciałbys mieszkać?

Najpierw pozwole sobie wkleić link, nie będę już musiał mówić dlaczego ani gdzie.

http://www.youtube.com/watch?v=G-VC-iTp0Mo

Nie wyobrażam sobie innego miejsca, w którym CHCIAŁBYM mieszkać. Jednak tak akurat jest w życiu, że po prostu się mieszka. W innych miejscach niż te, w których się dorastało, przeżywało swoje pierwsze i ostatnie razy.

 Choć myślę sobie, że jeśli miałbym cś stracić ze swojego życia i doświadczyć tego po raz ostatni, to właśnie tutaj. Zwłaszcza, jeśli było by to coś, co jest mi bliskie.

Do Gorlic wracał będę zawsze. Jeśli nie osobiście to może przynajmniej wspomnieniami, opowieściami. Może uda mi się napisać coś, co sprawi, że będę wracał w kazdej osobie, która to przeczyta i postanowi, że śladem moich słów, musi tu przybyć.

Tak jak to było z Goethem, który mówił, że chcąc zrozumieć artystę, musisz pójść w jego ziemie.
 

Pytanie 2.

Jakie jest twoje największe osiągnięcie?

I tu Proust mnie ma! Najchętniej odpowiedział bym, że największe osiągnięcie mam jeszcze przed sobą, bo przecież na tym etapie życia kończąc, musiał bym wnukom mówić, że cieszę się, że opanowałem w końcu bezwzrokowe pisanie na klawiaturze.

Można też podejść do tego nagatywnie.

Zatem, negatywnie rzecz ujmując, cieszy mnie, że:

- nie zostałem dresem
- nie byłem fanem Ich Troje i nie lubię Lady Gagi
- nie mam kompleksów
- nie zrażam do siebie ludzi

Ale jak by tak pomyśleć, jest jedna rzecz. Cieszę się, że potrafię zjednywać sobie wartościowych ludzi. Trochę samochwalczo to brzmi, ale życie obdarzyło mnie taką umiejętnością. Na szczęście potrafiłem ją wykorzystać.

Nie będę wypisywał tu imion i nazwisk, ale wiem, że każdy, kto by się tu znalazł, poczuje się wspomniany. Dużymi literami.

Dziękuję Wam, bo to Wy jesteście moim największym powodem do dumy.

poniedziałek, 11 lipca 2011

sprawa jest czysta! (prosto z pralki)

Właśnie na pralce znalazłem natchnienie. Leżała sobie książka, którą czytałem już kilka lat temu. Fragmenty bloga prowadzonego przez Jonathana Carrolla - "Okno dnia".
Jeden z zapisów odnosi się do Marcela Prousta. Ten ostatni mawiał, że zanim poznamy ludzi, musimy poznać siebie. W tym celu stworzył listę trzydziestu pytań, na które odpowiedź (szczera albo i nie), pozwoli nam rozgryźć nasze wnętrza.
Zaintrygowało mnie to z dwóch powodów.
Pierwszy, prosty - ile wiem o sobie.
Drugi, przebiegły - kim jesteście Wy, którzy do mnie zaglądacie.

Dlatego, zanim sam zacznę, proponuję, żebyście też odpowiadali na pytania zadane przez Marcela. Tu, tam, siam, głośno do siebie albo po cichu, do mnie na maila (niziolek.tomasz@gmail.com). Obiecuję się nie dzielić, jeśli nie będziecie chcieli. A nawet, jak będziecie chcieli, nie koniecznie.

Pytanie 1:
"Co byś w sobie zmienił, gdybyś mógł?"

Jakoś pytanie śmierdzi mi wylewaniem żali na samego siebie. "...........gdybyś mógł..........." więc pewnie jednak nie możesz.

Co bym zmienił? Pierwsza odpowiedź, jaka mi się nasuwa - pewnie nic. Na szczęście nie poddaję się tak łatwo i nasuwa mi się druga. Chyba zmienił bym w sobie ten brak krytycyzmu. Chciałbym spojrzeć na siebie i powiedzieć - tu masz za dużo, tu za mało, tam sobie dociśnij. Ba! Chciałbym tak robić! (bo z gadania nic nie wynika, tylko gadanie i gadanie...)

Zatem, panie Proust, złapałeś mnie. Jest ta rzecz i pewnie nią pozostanie. Gdybym pozmieniał, to pewnie odpowiadanie na Twoje pytania nie byłoby takie łatwe już na początku.