czwartek, 17 kwietnia 2014

o czasie


Zapanować nad czasem, który się nie kurczy i nie podlega planom czy działaniom. Dawać ludziom złudzenie, że można go poskromić i traktować jak drogę przez przestawianie cyfr i zmianę dat. Przez krążenie wskazówek zegarów i kartek kalendarzy. Aż od ciągłego obciążania nabierze dziur
i kolein. Aż nie będzie przyjemności spędzać w nim życia.

A jednak, odkąd człowiek zdał sobie sprawę, że czas nim rządzi, stara się odwrócić ten układ. Od początków zależni byliśmy od ogromnego czasomierza, jakim jest świat żyjący, natura. Każdy ma swoje miejsce gdzieś pomiędzy wschodem a zachodem słońca, czy to z jednej, czy z drugiej strony. Pogodzeni z tym przodkowie wstawali, kiedy nocne bestie wracały do swoich samotni. Wypuszczali oswojone zwierzęta i dzieci, żeby schować je bezpiecznie nim nasza gwiazda zniknęła za horyzontem.

Kiedy ziemia wegetowała pod warstwą śniegu, ludzie wegetowali spożywając suche pożywienie, czekając odwilży, by zaraz potem sadzić, siać, płodzić i mnożyć. Dzielili ten ogrom na czas dawania życia, pielęgnacji i zbierania plonów i śmierci. Potem, w miarę wzrostu umiejętności zaczęło to uwłaczać godności władców świata. Bo panem nie był już czas. Samozwańcy na dwóch nogach wyprostowali się i gryźli rękę, która ich ganiła, przypominała o małości i nieporadności. Ugodził więc człek ten bezmiar swoją barbarzyńską matematyką. Wbił miarę w bok absolutu. Wydzielił godzinę. Jak pomarańczę obdarł ze skóry odrywając kolejno minuty pełne pestek sekund. Zaczął konsumować i, aby napompować wiecznie pusty żołądek pasożyta, dzielić na coraz mniej i mniej.Sklejone owoce poczęły tworzyć hybrydy zwane dobami, tygodniami, zlęknionymi i wciśniętymi w szufladę stadami tygodni, miesięcy, lat… Samozachwyt nazywania rodził Trias, Jurę czy Mezozoik. Półbogów
z przytrzymywanymi rękami, te zaś chowały w sobie uszczknięty kęs niegdysiejszej pełnej strawy.

Dzielić i panować. Czas zrównany z pieniądzem, choć wydajemy go chętniej i mniej roztropnie. Nikt go nam nie wypłaci i nie da na kredyt. Absurdalna iluzja tego, że mamy go w garści. Mrówka przekonana o tym, że jej mrowisko poskromiło Wszechświat. Minie on nas ogromnym krokiem wielkoluda, zmierzającego wolno i pewnie przed siebie. Nie pyta o zgodę i nie ogląda się na ziarenka piasku pod swoimi stopami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz